<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Opowiadanie profesora Tutki> 
<author_1=Jerzy Szaniawski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="10">
<date=1951-10-07>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
 Mj dziesicioletni synek  mwi mecenas  ogldajc jak bardzo star ilustracj, ktra przedstawiaa kobiety demonstrujce przed parlamentem, spyta czego one chciay? Odpowiedziaem: walczyy o rwnouprawnienie kobiet z mczyznami. Chopiec bardzo si zdziwi, e o to trzeba byo walczy.
 I starsi modziecy od paskiego synka  powiedzia sdzia  nie zdaj sobie obecnie sprawy z tych gorcych walk, dyskusji, jakie my jeszcze pamitamy. Jakie echa tych walk znajd w starej powieci, ale nawet si nad tym nie zastanawiaj: kobieta zdobya sobie prawa, jest to ju u nas rzecz tak naturalna, te nie wywouje ani dyskusji, ani sprzeciww, po prostu nie ma ju tutaj interesujcego zagadnienia. Na to rejent:
 Tak. Zgadzam si. Jednak pozostay wrd mczyzn wielowiekowe naogi, opory, jakie specjalne mskie ambicje dawnego pana i wadcy. Oto taki przykad, ktry znam dobrze: kuzyn mj, mody poeta, oeni si z poetk. Po zampjciu zwrcono na poetk uwag, sawa jej rosa, a m pozosta w cieniu. Maestwo si rozeszo. Znam istotn przyczyn tego rozstania: mska ambicja mego kuzyna; ona jego nie moe pisa lepiej.
 Nie rozumiem paskiego kuzyna  powiedzia na to Profesor Tutka.  Staem raz nad rzek i moda panienka rwnie staa nad rzek. Zbliyem si do panienki by porozmawia. Po chwili spytaa: Czy umie pan puszcza kaczki? Podniosem paski kamyk i rzuciem go na wod. Kamyk odskoczy od powierzchni trzy razy. Zadowolony byem z siebie, e tak mi si udao i e mogem pokaza co umiem. Wwczas ona wyszukaa odpowiedni kamyk, przechylia si troch na bok, machna par razy rk, jakby prbujc i wreszcie rzucia. Licz gono. Trzy, cztery, pi, sze, siedem. O, a siedem! powiedziaem z zachwytem.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>